wtorek, 12 lutego 2013

Prawdziwy przyjaciel.




Siedząc w parku przy jeziorze, patrzyłem w mrok niebie. Utopione w smolistej czerni ziało złowrogo nad głowami ludzi, którzy nie mieli czasu na nie spojrzeć, wplątani w wir jakiś nocnych spraw. Straszną ciemność rozjaśniały tylko raz po raz rozbłyskające gwiazdy, migoczące niczym kryształy rzucone niedbale na czarny materiał okrywający nieboskłon. I księżyc. Wielki i tajemniczy, srebrzący się wśród ogromu mrocznej masy, dodający otuchy.  Przywołujący senne marzenia, wprawiający w stan zadumy. Jednak mi przywraca wspominania, których nigdy nie zapomnę.

Dzień przed świętami Bożego Narodzenia, rodzice wracali z pracy. W drodze zadzwonili, że przyjadą za parę minut. Wyszedłem z domu, czekając na nich przed drzwiami. Chciałem wreszcie ich zobaczyć, w końcu pracowali cały rok w Anglii. Po chwili ujrzałem nadjeżdżający samochód rodziców. Skręcali już do ogrodu, ale zatrzymali się, gdyż zobaczyli przechodzącego psa.
-Kai,  jest zimno, wracaj do domu! –zawołała ciocia. Odwróciłem głowę z zamiarem odpowiedzenia jej.
-Ale oni już przy…- w tym momencie rozległ się pisk opon, trzask i krzyk kobiety. -…jechali. Szybko odwróciłem głowę w tamtą stronę. To, co zobaczyłem, mnie przerosło. Z przewróconego tira leciał dym, a obok niego znajdowały się szczątki auta moich rodziców. Podbiegłem bliżej i wpatrywałem się w zakrwawione twarze. Ni stąd, ni zowąd przyjechała karetka, policja i straż pożarna. Ciocia podeszła do mnie, chwyciła za rękę i zaczęła płakać. Wzywała Boga i modliła się, żeby przeżyli. Ja jednak stałem i bez jakikolwiek emocji odszedłem, bo wiedziałem, że dla nich już nie będzie ratunku. Każdy człowiek umiera i jeśli zasłuży, idzie do nieba, więc dlaczego ludzie tak bardzo się użalają? Z tym pytaniem, jakby nigdy nic poszedłem spać.

To wspomnienie daje mi wiele do myślenia, dlaczego nic wtedy nie czułem i dlaczego… nic teraz nie czuję. Każde trudne sprawy przemijają mi z wiatrem. To, że jestem sam, nie mam nikogo, żadnej rodziny i przyjaciół też jest rzeczą, którą się nie przejmuję, która nie ma dla mnie zbytniego znaczenia. W szkole jestem uważany za odizolowanego chłopaka bez żadnych emocji. Nie jestem zapraszany na żadne zabawy, bo według innych nie potrafię się bawić. Śmieją się ze mnie, bo jestem inny, a ja mam ochotę się z nich pośmiać, bo wszyscy są tacy sami. Nikt nie rozumie mojego celu życiowego i tego czym się kieruję. A ja chcę tylko zrozumieć, czym jest prawdziwe szczęście…
-Ehh… Pora wracać do domu.- Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Po paru minutach drogi znalazłem się w małym, ale przytulnym mieszkaniu. Zmęczony, położyłem się z zamiarem zaśnięcia , jednak nic z tego nie wyszło. Cały czas dręczyły mnie myśli, czy osiągnę pełnię szczęścia, bo część już mam: mieszkanie, dobre wyniki w nauce, które pozwoliły mi otrzymać stypendium. Mimo to brakuje mi czegoś… tylko czego? –po tych krótkich rozmyśleniach zasnąłem.

Następnego dnia, idąc szkolnym korytarzem, zatrzymała mnie nauczycielka matematyki.

-Kai, jesteś bardzo dobry z matematyki. Ja mam bardzo ważną sprawę do załatwienia, a mam kółko z pierwszymi klasami, proszę cię idź tam i im pomóż. Będę ci za to bardzo wdzięczna. Dobrze?
-W porządku.
-W takim razie zwolnię cię z pierwszej lekcji. Książki są już w klasie. Do widzenia.  
-Do widzenia –odpowiedziałem, po czym nauczycielka odeszła. Mówiąc krótko, będę nauczycielem przez 45 min. Nie będzie za wesoło. No nic, nie mam wyboru. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka, więc ruszyłem w kierunki sali.
Wszedłem do klasy. A tam chaos – odpowiednie określenie mówiące wszystko co się działo wewnątrz.
-Witajcie, przyszedłem tutaj, by zastąpić panią na tym kółku. Usiądźcie i bądźcie cicho, im szybciej skończymy tym lepiej.
-A gdzie pani Ania? I dlaczego akurat ty masz nam pomagać? –zapytał któryś z chłopców.
-To jest najmniej istotne.
-Ale dlaczego akurat ty?!- znowu ktoś zapytał.
-To jest kółko. Przyszliście tutaj czegoś się nauczyć, a to kto wam chce pomóc, powinno być dla was obojętne, więc jeżeli komuś przeszkadza moja obecność, niech wyjdzie, a komu zależy na ocenie, niech zostanie. –Poczekałem chwilę, a dwie osoby wyszły. To zabolało. – Jeśli już wszyscy wyszli, to powiedzcie, w czym mam wam pomóc.
-Z granicami ciągu i funkcji.
-To jest dość łatwe. Wystarczy zapamiętać parę wzorów, umieć liczyć i słuchać jak ktoś tłumaczy. Wszystko wam wejdzie do głowy jak tabliczka mnożenia, więc zaczynamy. –Trochę wolno im szło zrozumienie tego, cały czas narzekali. Mówiłem, że źle tłumaczę. Ciężka praca nauczyciela, innymi słowy masakra. Piętnaście minut przed końcem kółka do klasy weszła pani Ania. Wszyscy wstali, mówiąc dzień dobry.
-Dzień dobry – odpowiedziała im. –Kai, jak ci idzie? –zwróciła się do mnie. –Zrozumieli coś?- zapytał ciszej.
-Mam nadzieję, że tak.
- W takim razie dziękuję za pomoc. Możesz już iść na swoje lekcje.
-Proszę bardzo.- Po tych słowach wyszedłem z Sali. Postanowiłem pójść jeszcze do sekretarki po potrzebne mi wydruki. Udałem się na drugie piętro i na rogu zobaczyłem paru dobrze zbudowanych mężczyzn, którzy stali w kółku, patrząc na coś.
-Daj te pieniądze, a nie bredź mi tu głupot! –krzyknął jeden z nich.
-Ale ja nic nie mam!- odpowiedział cichy, lekko załamany głos.
-Taa jasne. Pochodzisz z nowobogackiej rodziny. Wiemy, że masz dużo kasy!
-Zostawcie mnie w spokoju! Nie mam żadnych pieniędzy!
-No to dobrze, ty nie masz kasy, a my nie mamy litości. Teraz tak cię zlejemy, że zapomnisz, jak się nazywasz! – Dopiero teraz zobaczyłem co albo raczej kto znajduje się w tym kółku. Był to drobnej postawy szatyn, który zaczął błagać, żaby go nie bili. Mimo jego próśb, zaczęli go kopać w brzuch i głowę. Po chwili zaczął się krztusić własną krwią. A ja tylko stałem i nic nie robiłem. Wiedziałem, że powinienem mu pomóc, ale zbyt bałem się o siebie, ale gdy zobaczyłem jego oczy przepełnione łzami i bólem coś we mnie pękło. Podbiegłem tam szybko, przepchałem się pomiędzy nimi i przytuliłem tego chłopaka, krzycząc:
-Zostawcie go! On ledwo oddycha! Chcecie go zabić?- Emocje przejęły nade mną kontrolę, słowa same wypływały z moich ust.  –To jest człowiek, a nie jakaś zabawka, z którą możenie robić, co chcecie! Miło by wam było, jakby ktoś was tak bił?!
-No nie –burknął jeden, wszyscy przestali kopać.
-No właśn…
-Ale to nigdy nie nadejdzie. –I wtedy poczułem uderzenie w brzuch. Znowu miałem im coś powiedzieć, ale rozległ się dźwięk dzwonka.
-Oho... Wiejemy, szybko. –Uciekli. A ja siedziałem na ziemi, tuląc nieznajomego. Spojrzałem na niego. Miał zamknięte oczy i lekko rozchylone usta. Chyba zemdlał. Pielęgniarki dzisiaj w szkole nie ma, więc pozostało mi tylko zabrać go do mojego mieszkania. Resztkami siły wstałem i zabrałem go na ręce.
Do domu miałem niedaleko, a on był na tyle szczupły, że niesienie go nie sprawiło mi żadnych problemów. Jak już znaleźliśmy się wewnątrz mieszkania, od razu położyłem go na łóżku i opatrzyłem, a sam ułożyłem się na fotelu obok i zasnąłem. Gdy się obudziłem, była już godzina 23. Obróciłem głowę w kierunku łóżka i zobaczyłem, że chłopak siedzi i patrzy gdzieś przed siebie. Siedział tak cicho chwilę, ale w końcu się odezwał.
-Dlaczego? –zapytał drżącym głosem.
-Co dlaczego?
-Dlaczego mi pomogłeś? –to pytanie mną wstrząsnęło.
-Ja… nie wiem, po prosu nie wiem…- Poczułem się kompletnie zdruzgotany. Myśli same gubiły się w moim mózgu. Szukałem odpowiedzi, której nie mogłem znaleźć. Dlaczego? To pytanie z echem odbijało się w moich uszach. Dostrzegłem, że szatyn wstał, podszedł do mnie, kucnął, chwycił moją dłoń i powiedział:
-Dziękuję . –Spojrzałem w jego oczy, w których pojawiły się łzy, a blask księżyc odbijał się od nich. Serce mocniej mi zabiło, ciepło zagościło w moim ciele i uświadomiłem sobie, że to spotkanie było moim przeznaczeniem. – Jesteś szczęśliwy? –kolejne pytanie wypadło z jego ust, na które nie umiałem szybko i pewnie odpowiedzieć.
-Jestem… chyba.
-Chyba? Szczęście nie jest niepewne albo się je czuje, albo się go szuka. Patrząc na ciebie można stwierdzić, że jesteś zagubiony w swoim świcie. Twoja niepewność ogranicza twój kontakt z życiem, a powinieneś z niego jak najbardziej korzystać, a nie zamykać się w swoim świcie i wmawiać sobie, że to szczęście!... A tak w ogóle to jestem Kyungsoo.- Promienny uśmiech zagościł na jego twarzy, a później na mojej, bo wiedziałem, że był on skierowany do mnie.
-Kai.

Dzięki temu przypadkowemu spotkaniu poznałem osobę, która nauczyła mnie bycia szczęśliwym. Zmienił mnie na kogoś o wiele lepszego. To właśnie on pomógł mi odnaleźć moje prawdziwe „ja”, które po ujrzeniu światła dziennego obdarzyło go ogromną sympatią, szacunkiem jak i miłością. Od niego dowiedziałem się także, że życie bez bliskiej osoby jest zazwyczaj nudne i praktycznie niemożliwe. Nauczył mnie, jak wyrażać swoje uczucia i emocje. W trudnych sytuacjach zawsze mnie wspierał, mówiąc: „Im większe przeszkody napotkasz, tym lepiej, bo gdy je pokonasz, będziesz wiedział, że jesteś silniejszy i dałeś radę”. Taki powinien być każdy przyjaciel, z którym można porozmawiać i zabawić się, a także liczyć na jego pomoc. A ja dopiero po 2 latach od naszego pierwszego spotkanie uświadomiłem sobie, że posiadam prawdziwego przyjaciela, który teraz znaczy dla mnie o wiele więcej.

„Życie jest zmianą. Jeśli przestaniesz się zmieniać, przestaniesz żyć”

~~~~~~

Napisałam to dawno temu i byli tu inni bohaterowie. Mam nadzieję, że się podobało ^^  
I jak zwykle przepraszam za błędy ><  
Do następnej notki ^^  

 

10 komentarzy:

  1. „Życie jest zmianą. Jeśli przestaniesz się zmieniać, przestaniesz żyć”
    jedno zdanie a tak tyle w sobe zawiera

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie życiowe :) Serio, podoba mi się :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Więc pojedyncze teksty sa naprawdę bardzo mądre. Zawierają dużo życiowych przemyśleń i to mi się w nich podoba.
    Jednak Chyba trochę za szybko wszystko się dzieje i dialogi też nie są na najwyższym poziomie. Powinnaś popracować trochę właśnie nad nimi. Dodać między kolejnymi zdaniami trochę akcji, życia.
    Z poważaniem i bez zamiaru urażenia
    - Park Ayako (park-ayako.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na wstępie napiszę, że bardzo ładny szablon masz ♥ Aż miło się tu przebywa.
    Nie szaleję jakoś bardzo za tym paringiem, ale bardzo mi się podobało. Wszystko miało ręce i nogi, chociaż zdziwiła mnie ta scenka w szkole. Kyungsoo zemdlał i nikt się tym zbytnio nie zainteresował, ale to w sumie fikcja literacka - możesz wszystko :D Jak w poprzednich komentarzach wspomniano, życiowy fick, a ostatnie zdanie też bardzo ładne <3 Cóż, pozostało mi życzyć weny. Czekam na kolejny fick ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Lovu lovu!
    Z tego ficka można dużo wynieść i to mi się podoba. Na prawdę ciekawy pomysł, a paczątek to w ogole oh i ah <3 I powiem, że paring był strzałem w dziesiatkę, jak dla mnie, gdyż to mój ulubiony paring w exo <3 Proszę o wiecej takich pouczających ficków i wiecej kaisoo :3
    Dużo weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładny blog. Ciekawie piszesz. >.< Pozazdrościć...
    Pozdrawiam IU ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne, genialne... Tylko tymi słowami mogę opisać to co właśnie przeczytałam *o*. Dużo weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  8. No i tutaj też nie zostawiłam komentarza ? Co się ze mną ostatnio dzieje.. No cóż czas to nadrobić ;)
    To było Wspaniałe, Świetne, Interesujące, Cudowne i Fascynujące. Podoba mi się twój styl pisania przez co przyjemniej się czyta. Nie zauważyłam żadnych błędów a jeżeli nawet jakieś pominęłam to nie zwróciłam szczególnej uwagi :)
    Zapraszam serdecznie i weny życzę --> www.2Min-Fantasy.Blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Nominowałam Twojego bloga! :D

    http://kotori-katsu.blogspot.com/2013/02/the-versatile-blogger.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger też u mnie~ ;D

    http://kpopfanficspl.blogspot.be/2013/02/uhm.html

    OdpowiedzUsuń